wtorek, 22 sierpnia 2017

(niepotrzebne skreślić), Wojciech Engelking- recenzja #343

Prześmiewcza, ironiczna, irytująca i niepokojąco prawdziwa. Tak skrócie można scharakteryzować debiutancką powieść Wojciecha Engelkinga "(niepotrzebne skreślić)", bezlitosną diagnozę społeczeństwa, w którym ważniejsze jest mieć niż być.

Połowa XXI wieku, świat dzięki portalowi Fabuła, hybrydy Facebooka i Big Brothera, przypomina reality show. Nie ma tutaj miejsca na prywatność, ani empatię. Każdy podgląda każdego, a ludzie czerpią radość z podglądania cudzych nieszczęść i krzywd. Objaśniając mechanizmy Fabuły, z perspektywy przyszłości zostaje przedstawiona historia dwojga ludzi.
Wiktor Fabrowski, młody, wykształcony windykator rozpracowuje sprawę Weroniki Kulpy, córki sprzątaczki, która nie uczy się, nie pracuje,  a która żyje z pożyczek z zaciąganych w parabankach. Kiedy dziewczyna Wiktora, Beata w wyniku wypadku zapada w śpiączkę, Weronika zatrudnia się jako opiekunka Beaty.

Świat, który w swojej powieści opisuje Wojciech Engelking jest zły do szpiku kości, bezduszny, nieodwracalnie zepsuty i zdegenerowany.  Rzeczywistość w której najważniejsze jest posiadanie; markowe ciuchy, drogi samochód, jeszcze droższy telewizor, zagraniczne wakacje.
Rzeczywistość w której ludzie bogaci gardzą biednym,  a biedni upodleni, wyszydzani nie potrafią  w żaden sposób odmienić swojego losu. Tak jak Weronika, dla której bieda jest jak stygmat, którego nigdy się nie pozbędzie. Wyśmiewana przez kolegów w szkole, od zawsze czuje się gorsza, głupsza, a za wszystko obwinia matkę, która czyści toalety. Odtrącona, samotna dziewczyna, aby poczuć się na chwilę szczęśliwą, zaciąga pożyczki w podejrzanych parabankach. Bieda wywołuje w niej gorycz, bycie gorszym powoduje złość na cały świat i chęć zemsty. Ma nadzieję, że ośmieszanie i upokarzanie innych będzie zadośćuczynieniem za doznane krzywdy, ale czy dzięki temu stanie się lepsza? Bardzo wątpliwe.

"Dzieci, które mają bogatych rodziców na ogół dobrze się uczą. A dzieci motłochu, panie Wiktorze, są głupie".

Pieniądze. To one są wyznacznikiem szczęścia. Gdzie miejsce na uczucia? Chciwość skutecznie zabiła je wszystkie. Może nie wszystkie, ponieważ pogarda, nienawiść, pycha  i radość z cudzego nieszczęścia mają się całkiem dobrze. Gdy Beata zapada w śpiączkę, Wiktor podejmuje się opieki nie ze względu na miłość, czy zwyczajną ludzką przyzwoitość. Dla niego jest to inwestycja, przecież życie to inwestycja.  Wieczne oszukiwanie, kłamanie, kombinowanie, by wyjść na swoje. By mieć.

"(niepotrzebne skreślić)" to wyjątkowo irytująca i drażniąca powieść, być może dlatego, że jest niepokojąco autentyczna.  Rzeczywistość przedstawiona przez autora jest mocno przerysowana i wyolbrzymiona, ale czy na pewno aż tak bardzo? Jesteśmy konsumpcyjni, hedonistyczni, coraz więcej czasu spędzamy w wirtualnej rzeczywistości. Czy o naszym szczęściu decydują pieniądze? Czy człowiek biedny może być szczęśliwy? Co jest najważniejsze w naszych relacjach. Człowiek czy rachunek zysków i strat?

"Czy ty wiesz kim ja jestem? pytają retorycznie bohaterowie powieści Wojciecha Engelkinga. No właśnie, kim?  Czasem by móc przejrzeć na oczy, trzeba się przerazić. 

Informacje o książce:
Autor: Wojciech Engelking
Tytuł:  (niepotrzebne skreślić)
Wydawnictwo: Świat Książki
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 2014
Liczba stron: 320

6 komentarzy:

  1. Już sama recenzja brzmi niepokojąco i fascynująco. Nie wiem, czy jestem gotowa na taką powieść - takie książki wyczerpują mnie psychicznie - a jednak bardzo kusi mnie takie inne, brutalnie prawdziwe spojrzenie na rzeczywistość...

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony masz rację ta książka wyczerpuje, ale Engelking pisze tak lekko, że najpierw pochłaniasz, by później dopadł Cię kac. Nie mniej takiego kaca warto przeżyć. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Wow! To, o czym piszesz, robi wrażenie, zwłaszcza że ja bardzo lubię książki pokazujące konsumpcjonizm, zakłamanie, zło i zepsucie naszego świata, zwłaszcza jeżeli jest to przedstawione w sposób przerysowany. Bardzo chętnie po nią sięgnę, szczególnie że o Engelkingu już co nieco słyszałam, ale nie mogłam się zdecydować, którą jego książkę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to była pierwsza książka Engelkinga i wciąż trudno mi uwierzyć, że napisał ją jak miał zaledwie 22 lata, wyjątkowo dojrzały debiut, po "Lekcje anatomii doktora D." również pewnie kiedyś sięgnę.

      Usuń
  3. Prawda jest trudna do zaakceptowania, zwłaszcza gdy propaguje się na każdym kroku jej reklamową wersję rzeczywistości - miło, pięknie i plastikowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że w pogoni za plastikową rzeczywistością zatracamy siebie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...