W naszej historii są okresy szczególnie fascynujące, dla mnie właśnie takim okresem jest XIX wiek. Okres, kiedy przez Europę przetaczała się Wiosna Ludów, miały miejsce liczne powstania, kiedy rewolucjoniści ścierali się z działaczami społecznymi, a Juliusz Słowacki z Adamem Mickiewiczem spierali się, który z nich był większym poetą.
A gdyby prawdziwą historię wymieszać fantastyczną fikcją, alternatywną rzeczywistością i steampunkiem. Krzysztof Piskorski pokusił się na takie połączenie historii z fikcją literacką, przeszłości z przyszłością, nauki z magią. Rezultatem takiej kombinacji jest znakomita powieść "Czterdzieści i cztery".
W 1844 roku, do odciętej od kontynentu Anglii przybywa Eliza Żmijewska, poetka i ostatnia kapłanka zapomnianego słowiańskiego bóstwa Żmija. Ma za zadanie odnaleźć bogatego przemysłowca Konrada Załuskiego i wykonać na nim wyrok śmierci, wydanego i podpisanego przez samego Juliusza Słowackiego. Rodacy, w tym Eliza obwiniają Załuskiego o upadek powstania na Litwie. Czy Załuski jest winny klęski powstania? Czy może padł ofiarą rozgrywek dwóch wieszczów?