Nie jestem zwierzem filmowym. Obejrzenie jakiegokolwiek filmu to dla mnie duże wyzwanie. Z książkami nie mam problemu, bo czytam w tramwaju w drodze do pracy i z powrotem, a to już dwie godziny dziennie, więc wyzwanie "Przeczytam 52 książki w roku" nie jest dla mnie większym problemem, ale obejrzenie jednego filmu tygodniowo to dla mnie nie lada wyczyn. Dlatego postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu zorganizowanym przez Martę Mrowiec (
klik), żeby mieć dodatkową motywację, by coś obejrzeć.
Ten post powinien mieć raczej tytuł obejrzane nad deską do prasowania, bo to właśnie wtedy mam chwilę, żeby coś obejrzeć, inną sprawą jest to, że zdarza się, że 90 min zamienia się w serial, który oglądam przez trzy kolejne dni, ale lepsze to niż nic. I tym sposobem w styczniu obejrzałam więcej filmów niż w całym 2015.
Zapraszam na małe filmowe podsumowanie stycznia.