Twórczością Joanny Bator zachwyciłam się już przy okazji pierwszego spotkania. "Ciemno, prawie noc" oczarowała mnie i przeraziła jednocześnie. Później przyszedł czas na "Piaskową górą", która urzekła mnie językiem i wnikliwością obserwacji. Z wielką ciekawością sięgnęłam po "Japoński wachlarz. Powroty" autorki. Spodziewałam się czegoś na kształt reportażu, jednak obraz Japonii jaki wyłania się z książki Bator przerósł moje oczekiwania, zarówno pod względem formy jak i treści.
"Japoński wachlarz. Powroty" jest zapisem wyprawy, która już się nie przydarzy, ponieważ "nie da się powtórzyć doświadczenia pierwszego spotkania z inną kulturą, pierwszych zachwytów, zdziwienia."
Joanna Bator w Japonii spędziła dwa lata, pracując na jednej z tamtejszych uczelni, wyjeżdżając nie znała języka, była gaijinką, czyli obcą, cudzoziemką, a podróż do Japonii była dla niej niczym wyprawa na Marsa, gdzie wszystko jest inne, dziwne, nieoswojone i niezrozumiałe.
