środa, 14 grudnia 2016

13 pięter, Filip Springer- recenzja #248

Tematyka rynku mieszkaniowego w Polsce nigdy specjalnie mnie nie interesowała, poza moim własnym M. Ciężko było mi sobie wyobrazić, że na ten temat można napisać książkę, do tego interesującą.  Okazało się, że nie dość że "13 pięter" Filipa Springera napisał fascynujący reportaż o "polskim głodzie mieszkaniowym", to dziennikarz sprawił, że czułam jakby ta książka była o mnie. O mnie i milionach Polaków, którzy marzą o własnych czterech kątach.
 
13 tytułowych pięter- rozdziałów, z których każdy porusza inny problem związany z polskim mieszkalnictwem. Springer rozpoczyna jednak swój reportaż od "Lustra", opowiadającego o przedwojennym głodzie mieszkaniowym  i Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, gdzie kilku idealistów pragnęło zapewnić mieszkania wszystkim, szczególnie tym najbardziej potrzebującym. Z tej długiej lekcji historii, przenosimy się w teraźniejszość, by podczas wędrówki przez poszczególne piętra wieżowca Springera poznać dzisiejsze problemy mieszkaniowe.


A lista problemów mieszkaniowych z którymi muszą zmierzyć się Polacy jest długa. Marzenia o uzyskaniu kredytu mieszkaniowego i wystarczającej zdolności kredytowej, kredyty we frankach szwajcarskich, oszustwa deweloperów, problem bezwzględnych "czyścicieli kamienic". Obraz dzisiejszej polityki mieszkaniowej, która  w rzeczywistości nie istnieje, bo dla polityków działania długofalowe, obejmują okres jedynie do kolejnych wyborów parlamentarnych.

Przygnębiająca, to mało powiedziane. "13 pięter" Filipa Springera wzbudzają złość, oburzenie, gniew i uczucie bezradności. Dramatyczne historie, które przedstawia autor udowadniają, że posiadanie własnego mieszkania nie jest prawem, a przywilejem, dostępnym jedynie dla wybranych.
Dla tych, którzy posiadają odpowiednią zdolność kredytową, którzy podpiszą z bankiem cyrograf na 30 lat i wpis hipoteki do księgi wieczystej. 

Szokujące było dla mnie zdanie wypowiedziane, przez jednego z bohaterów reportażu (z resztą później wielokrotnie powtarzane), że o prawdziwej dojrzałości i wejściu w dorosłość świadczy kredyt hipoteczny. Jeszcze większym szokiem było, że tysiące ludzi, którzy złożyli wniosek kredytowy w ten slogan  uwierzyły.
Dla mnie kredyt to nie dorosłość, ale konieczność, kajdany nałożone przez bank, które będę musiała nosić prawie do emerytury. Dom, który powinien kojarzyć się z poczuciem bezpieczeństwa i stabilizacji to w rzeczywistości morze łzy, pot, krew i wyrzeczenia, a kredyt i wpis do hipoteki to chyba najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny jaki wymyśliła ludzkość. 

Absurdem wydaje się być art 75.1  Konstytucji, który mówi, że  "Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania." Czy władze coś robią? Coś na pewno, ale to stanowczo za mało. Skuteczna polityka mieszkaniowa powinna być prowadzona długofalowo, perspektywa czteroletniej kadencji to stanowczo za mało. Programy "Rodzina na swoim", czy "Mieszkanie dla młodych" nie są dla obywateli, a dla banków i deweloperów, które z programów czerpią najwięcej korzyści, z długami na lata pozostają kredytobiorcy.

Problemy i historie, które opisuje Springer nie są nowe. Piszą o nich gazety, możemy je obejrzeć w telewizji, jednak skupienie w jednym reportażu większości problemów z jakimi zmaga się współczesny rynek mieszkaniowy robi ogromne wrażenie. To kondensacja złości czytelnika na absurdalne i bezduszne reguły jakie rządzą tym rynkiem. Gniew, bezsilność i przekonanie, że problem mieszkań w Polsce jest nie do przezwyciężenia, bez znaczenia czy pragniemy mieszkanie kupić, czy tylko wynająć, każdy z nas trafi na ścianę. Prawo do marzeń o własnym M posiadają tylko szczęśliwcy.

Dom, słowo, które powinno kojarzyć się każdemu z nas z poczuciem bezpieczeństwa i stabilizacją, w "13 piętrach"  znacząco odbiega od naszych wyobrażeń. Smutne jest, że nie potrafiliśmy wyciągnąć wniosków, wciąż popełniając te same błędy co w przedwojennej Polsce.
Reportaż Filipa Springera jest wyjątkowo gorzką pigułką. Nie tylko dla władz które od stu lat nie potrafią rozwiązać wciąż tak bardzo aktualnego problemu, ale każdego z nas.
13 trudnych pięter, które obdzierają ze złudzeń, ale które warto pokonać. Polecam.

13 pięter, Filip Springer, Wydawnictwo Czarne, 2015, ss. 280

8 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu musiałam się zmierzyć z rynkiem nieruchomości w Polsce i przyznaję, że łapki opadają. Ciekawa publikacja - nie podejrzewałam, że można napisać na ten temat książkę. Kredyt to dojrzałość? Absolutnie! Zgadzam się z Tobą, że to niestety konieczność, a potem zobowiązanie na wiele, wiele lat. Kiedy spłacę mój, będę już miała wnuki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam zszokowana, gdy przeczytałam to zdanie, a do tego pełne żale wypowiedzi rozmówców Springera, że ktoś musi mieszkać w mieszkaniu od bogatego wujka, a wolałby kredyt. Dla mnie bajka, ale jak się okazuje wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.
      A książkę przeczytaj, Bardzo ciekawa, bardzo na czasie, ale i bardzo gorzka. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Lubię do Ciebie wpadać, bo fajne książki opisujesz. Ta wydaje się dla mnie idealna jako socjologa z wykształcenia! Jednak nie mogę się z Tobą zgodzić, że w obecnych czasach kredyt to konieczność, aby mieć swoje mieszkanie czy dom. Aktualnie z mężem budujemy dom za własne pieniądze - za to co odłożymy z wypłaty. Nikt nas nie wspomaga, nie zarabiamy też kokosów. Wystarczy oszczędzać i tyle. Nie zarabiamy również kokosów, bo jesteśmy młodymi ludźmi z stażem zawodowym 2-4 lata. Wiadomo, że nasz dom nie będzie gotowy w ciągu roku jak jest to w przypadku ludzi, którzy wzięli kredyt, a w ciągu 4-5 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa.
      A jeśli chodzi o kredyty hipoteczne, to z pewnością nie jest to jedyny sposób. Nie jestem do końca przekonana, że sytuacja w jakiej jesteście jest możliwa w dużych aglomeracjach, gdzie ceny samych działek są kosmiczne, nie mówiąc już o postawieniu na niej domu. W sytuacji, kiedy ma się dach nad głową, nie płaci się odstępnego za wynajem i masz pewność, że przez najbliższe 4-5 lat tego dachu nad głową nikt Cię nie pozbawi, to chroni przed kredytem. Osobiście znam kilka osób, które kredytu brać nie musiały i tak ja wy mogły spokojnie sobie dom budować, albo na kupno mieszkania oszczędzać, ale mieszkając np. z rodzicami. Oszczędności zamiast na wynajem mogły przeznaczać na wkład własny. Ja wiem, że przeprowadzając się do Krakowa i chcąc mieć mieszkanie na własność, nawet z pomocą rodziców, to bez kredytu nie obeszlibyśmy się. Kredyt to jedno, ale same opłaty okołokredytowe i notariusz, podatki, to pochłania mnóstwo oszczędności.
      Cieszę się, że udało Wam się obejść bez kredytu, ale zdaję sobie sprawę, że tak kosztuje Was to mnóstwo pracy i wyrzeczeń. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  3. Intryguje mnie ten autor, na pewno sięgnę po jego twórczość. Widzę, że coraz więcej reportaży u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chciałabym przeczytać "Miasto archipelag", mam nadzieję, że wkrótce się uda.
      Co do ilości reportaży to faktycznie sporo ostatnio ich czytam. W tym roku jeszcze tylko recenzja "Najlepszych butów na świecie" potem już coś lżejszego biorę na tapetę.

      Usuń
  4. U Ciebie zawsze mogę przeczytać o książkach, których nie znajdę na innych blogach. Dziękuję, bo to kolejna pozycja, z którą warto się zapoznać. Temat własnego mieszkania to temat rzeka dla każdego absolwenta... co by się chciało, a jak niestety musi być za najniższą krajową albo pieniądze ze stażu - nadal studenckie wynajmowanie pokoju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i dziękuję za miłe słowa. Książkę Sprongera warto przeczytać.
      Masz rację mieszkanie zarówno zakup jak i wynajem to temat rzeka i niestety mało przyjemny.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...