"Autopsja" Tess Gerritsen to najszybciej pochłonięta przeze mnie powieść tej amerykańskiej pisarki. Rzadko czytam książki na jednym posiedzeniu, ale w tym przypadku naprawdę bardzo ciężko było mnie od powieści oderwać. Książkę zamknęłam dopiero wraz z ostatnim zdaniem. Trzyma w napięciu to mało powiedziane. Zaraz po "Chirurgu" otwierającym cykl o Jane Rizzoli i Maurą Isles, "Autopsja" trafiła do grona moich najulubieńszych powieści autorstwa Gerritsen.
Wydawać by się mogło, że praca lekarza sądowego należy do spokojnych i nie ma w niej nic zaskakującego. Zmęczona dr Maura Isles po całym dniu pracy, marzy o tym by wrócić do domy. Prawie gotowa do wyjścia słyszy dochodzący z chłodni hałas i zaniepokojona zaczyna sprawdzać wszystkie worki ze zwłokami. W trakcie gorączkowego sprawdzania jedna z "denatek" otwiera oczy. Przewieziona do szpitala bezimienna ofiara z zimną precyzją zabija
ochroniarza i bierze zakładników. Maura musi połączyć siły z agentem
FBI, by odkryć tożsamość zabójczyni. Jakby tego była mało, wśród zakładników znajduje się Jane Rizzoli, która zaczyna rodzić.



