czwartek, 10 marca 2016

Diabli nadali, Olga Rudnicka - recenzja #121

O tym że Olga Rudnik zabija w swoich powieściach bohaterów, a czytelników śmiechem, miałam okazję przekonać się w czasie lektury "Zacisza 13", które wcale takim spokojnym zaciszem nie było. Po "Diabli nadali" spodziewałam się więc prawie wszystkiego, z przewagą uśmiechu oczywiście i dużej dawki pozytywnej energii.

Dla jednych obiekt pożądania, dla drugich obiekt nienawiści, oczko w głowie prezesa, bądź co bądź martwy Dagmar Różyk, pieszczotliwie nazywany przez swoich podwładnych Diabłem zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie. Motywów zabójstwa znalazłoby się wiele, podejrzanych, którzy z przyjemnością pozbawiliby szanownego diabła życia też nie brakuje. Jedną z podejrzanych jest Monika, sekretarka Różyka i jego najbliższa współpracownica, znająca tajemnice swojego szefa. Kto stoi za zbrodnią dokonaną na Diable? Wszelkie znaki na niebie i ziemi  wskazują, że winną jest Magdalena Wikcińska, zastępca Różyka, nazywaną przez kolegów Zdzirą. Jedyny problem polega na tym, że Magdalena W. przepadła jak kamień w wodę i diabli wiedzą gdzie jest.

"Diabli nadali" to komedia kryminalna, które skutecznie potrafi wprowadzić w dobry nastrój i poprawić humor. Z jednej strony to pełen napięcia i zwrotów akcji kryminał z ciekawie poprowadzoną intrygą,  z drugiej czarna komedia pomyłek. A humoru pełnego sarkazmu, głównie tego sytuacyjnego znajdziemy sporo. Dowcipne dialogi, potyczki słowne, wpadki, przypadki i wypadki bohaterów potrafią doprowadzić czytelnika do łez, ale ze śmiechu.

Autorce fantastycznie udało się oddać korporacyjny pracowniczy światek. Bohaterowie są odpowiednio podkolorowani, więcej niż ciut przerysowani, ale dzięki temu wyraziści i świetnie obrazują wzajemne firmowe zależności, relacje, układy i układziki. Mamy podręcznikowo stereotypową sekretarkę, jej szefa żigolaka, uwodzącego każdego "kotka", który wpadnie mu w oko. Donosiciel kablujący wszystko swojej szefowej, największej w fabryce zołzie, która z kolei wszystkie swoje prywatne żale i niepowodzenia odreagowuje na Bogu ducha winnych podwładnych. Nie wolno zapomnieć o zawsze obecnym lizusie, tutaj trafnie nazwanym dupowłazem oraz psiapsiółką z którą w przerwie na kawę można ponarzekać na szefową zołzę i innych korpoludków. 

Olga Rudnicka zasłużenie nazywana jest następczynią Joanny Chmielewskiej, lektura jej powieści to doskonała rozrywka pełna szerokiego uśmiechu. "Diabli nadali" to kryminał lżejszego kalibru, gdzie zamiast makabrycznych scen i seryjnych morderców, Rudnicka zabija przede wszystkim pozytywną energią i śmiechem...swoich czytelników.

Diabli nadali, Olga Rudnicka, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2015, ss.448

13 komentarzy:

  1. Muszę w końcu sięgnąć po książki Olgi Rudnickiej, ciekawi mnie ten humor! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Planuję poznać twórczość Pani Rudnickiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobry poprawiający humor plan. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Komedia kryminalna - brzmi ciekawie. Może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż mi się przypomniał moje groteskowe, opowiadanie kryminalne <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Podsumowanie z kolei rozbawiło mnie :) Aż boję się sięgać po książkę skoro mogę umrzeć. Twórczości Rudnickiej nie znam, ale wiele dobrego o niej słyszałem. Kiedyś na pewno się poznamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej grozi Ci ból brzucha ze śmiechu.

      Usuń
  6. Podpisuję się pod Twoją recenzją. Mi również książka "Diabli nadali" przyniosła dużą dawkę relaksu i zwykłego ludzkiego śmiechu. Przed sobą mam właśnie serię "Zacisze 13". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę zabrać się za drugą część Zacisza, Rudnicka i jej powieści przypadły mi do gustu. Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Właśnie czegoś takiego mi teraz potrzeba :) Pozdrawiam Pośredniczka

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...