sobota, 7 listopada 2015

Światło, którego nie widać, Anthony Doerr, recenzja #69

O II wojnie światowej powstało bardzo dużo książek. Ciężko wyobrazić sobie okrucieństwo wojny, czytając, słuchając lub oglądając relacje z wojny. Znaczna większość nas stała się już tylko obserwatorami, którzy traktują wojną trochę  tak jak napisał Vonnegut w "Rzeźni numer pięć": "Zdarza się" - z dystansem. Ale mimo że o wojnie powiedziano i napisano tak dużo, jeśli nie wszystko, to Anthony'emu Doerr udało się rzucić na nią całkiem nowe światło - "Światło, którego nie widać", tak byśmy mogli zobaczyć wojnę w całkiem innych barwach.

Akcja powieści Anthonego Doera toczy się przez wiele lat. Przeplatają się w niej losy dwójki bohaterów. Marie-Laure, niewidoma francuska dziewczynka, która ucieka ze swoim ojcem z Paryża oraz Werner Pfenning, ekspert od radia w armii niemieckiej. Oboje, wbrew sobie zostają wciągnięci w wir bezdusznej wojny. Dwie równoległe historie,  jednak autor pcha bohaterów ku sobie . Ich losy łączą się w mieście Saint- Malo, gdy alianci rozpoczynają ostrzał tego francuskiego miasta, aby wypędzić pozostałe w mieście oddziały hitlerowskie.

Powieść Doerra to przepiękne obrazy, na bazie których powieść została zbudowana. Obrazy w znaczeniu fizycznym, Niemiec i Paryża lat czterdziestych XX wieku, jak i  w sensie metaforycznym. Utkane na bazie naukowych i filozoficznych odniesień do światła, widzialnego jak i niewidzialnego i różnic między nimi.

Nie wiem jak zrobił to autor ale czytając książka, przynajmniej dla mnie, sprawiała wrażenie napisanej w sposób całkowicie pozbawionej emocji i empatii. Ciężko mi było utożsamić się z którymś z bohaterów, autor nie lituje się, ani nie współczuje zarówno niewidomej Marie-Laure jak i osieroconemu Warnerowi, nie wyciska łez. Ładunek emocji w powieści jest ogromny, ale nie wynikają  one ze słów użytych przez autora, wypływają z pomiędzy nich i do głosu dochodzą po zakończeniu powieści.

Bezradność. To uczucie, które stale towarzyszy dwójce naszych bohaterów.  Niewidoma Marie-Laure, żyje w ciemnościach, zagubiona w czasie wojny, gdy w każdej chwili może nadejść niebezpieczeństwo. Bezradność Wernera i jego przyjaciół, którzy przez to, że urodzili się  w Niemczech obwiniani są za zło jakim była wojna. I na koniec bezsilność wobec zniszczeń wojny.

Pod powierzchnią historii Doerra jest światło, które jest niewidoczne, przez autora nieopisane i nieopowiedziane. Naukowo widzimy tylko niewielką część widma elektromagnetycznego, historycznie, widzimy tylko niewielką część tej historii.

"Światło, którego nie widać" Anthonego Doerr to jedna z tych powieści, których nie mogłam skończyć. Nie mogłam, bo nie chciałam. To książka którą miałam ochotę pochłonąć, ale czytałam
ją powoli z zachwytem i trwogą, dając się wciągnąć w jej cudowny trochę melancholijny klimat i delektując się nią, próbując odnaleźć to niewidoczne światło, czasem na chwilę zamykając oczy. Czy je odnalazłam? Chyba nie, bo "Jeśli człowiek zamknie oczy, nie dowiaduje się niczego o ślepocie"

Niesamowita powieść o ludziach bezradnych wobec wojny, próbujących ją przeżyć, którym zabrano światło, dające życie i nadzieję. To nic że go nie widać, bo sama świadomość tego, że jest wystarczy.

Światło, którego nie widać, Anthony Doerr, Wydawnictwo Czarna Owca, 2015, ss. 640

moja subiektywna ocena: 6/6

31 komentarzy:

  1. Ostatnio coraz chętniej sięgam po książki o tematyce wojennej, a ten tytuł z pewnością będę mieć na uwadze.

    www.apteka-literacka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowna historia, która z pewnością Ci się spodoba.

      Usuń
  2. Cieszy mnie Twoja pozytywna recenzja, bo mam ogromną ochotę na tę książkę i mam nadzieję, ze szybko wpadnie mi w ręce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się szybko ją zdobyć, bo warto.

      Usuń
  3. Naczytałam się o tej książce wiele dobrego i bardzo chcę ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wszystkie pozytywne recenzje są jak najbardziej zasłużone.

      Usuń
  4. Ostatnio było dość głośno o tej książce. Na pewno to niezwykła pozycja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezwykła i zasłużyła, żeby o niej mówić.

      Usuń
  5. Kolejna recenzja a zachwytem nad tą książką :) Chyba się skuszę na nią w takim razie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkim się podoba, ale... ja podziękuję, bo mam dość tej całej wojny i Niemiec dokoła :D
    PS. powtórzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. No ja już nie mogę! Następna zachwalająca recenzja, a ja wciąż książki nie mam, a na dodatek stos pozycji, które mam w najbliższym czasie przeczytać rośnie! Ale na pewno prędzej czy później po nią sięgnę :)
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że prędzej czy później przeczytasz :)

      Usuń
  8. jestem bardzo ciekawa tej książki. okładka jest świetna. dopisuję do listy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejna recenzja a ja nadal nie mam tej książki! To zaczyna być frustrujące. Ale niestety, człowiek musi mieć pewne priorytety (np. jedzenie), więc pewnie jeszcze trochę poczekam na swój egzemplarz;) nie zmienia to faktu, że straaasznie chcę ją mieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, myślę że niedługo zdobędziesz swój egzemplarz "Światła.."

      Usuń
  10. Temat trudny, ale chętnie narażę się mojej wrażliwości i po nią sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejna książka, do której powoli się przymierzam! Same pochwały słyszę na jej temat, muszę się w końcu sama przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pochlebna recenzja i ocena mnie nie zaskoczyły - takie będą w większości dla tej książki. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. "Światło, którego nie widać" marzy mi się już od dłuższego czasu. Dobrze wiedzieć, że powieść zachwyca :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Trudna ta książka...
    Nie bardzo rozumiem tego, że książka ma duży ładunek emocjonalny, ale autor napisał ją na chłodno. To skąd te emocje?

    Przykre jest to co napisałaś na początku, że większość ludzi myśli o wojnie, jako o czymś co się zdarza... Moja świętej pamięci babcia opowiadała mi mnóstwo historii z czasów wojny gdy byłam dzieckiem, były one tak "prawdziwe", że potrafiłam to sobie wyobrazić. Pamiętam też doskonale jak reagowała na niespodziewane grzmoty, czy inne dźwięki przypominające przelot samolotów... dosłownie paraliżował ją strach... a żyła w czasie w wojny w miarę bezpiecznym miejscu. Każda wojna to niewyobrażalna tragedia mnóstwa ludzi, straszne, że dla niektórych to tylko coś co się kiedyś wydarzyło i minęło (wiem, że dla Ciebie tak nie jest).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem inaczej przynajmniej dla mnie, odbiera się wydarzenia których byliśmy częścią, a inaczej te o których tylko słyszeliśmy czy czytaliśmy. Każda wojna to tragedia i dramat nad którym ciężko przejść do porządku dziennego. Patrząc na dzieciaki w szkołach które uczą się wydarzeniach przeszłych odbierają to właśnie jak to co kiedyś było zdarzyło się, było, ale bez emocji bo nas to przecież nie dotyczy ( niestety mam wrażenie że jest to regułą). Do tego media, które bombardują nas codziennie ludzkimi dramatami, powodują że obojętniejemy i przechodzimy nad tym do porządku dziennego, albo traktujemy jako sensację. Chciałabym się mylić, ale za często spotykam się z ludzką znieczulicą.

      Usuń
  15. Dostanę książkę w ten piątek, więc już nie mogę się doczekać! Wszystkie Pani recenzje są genialne, czekam na więcej ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie pani!, i życzę miłej lektury bo "Światło..." to rewelacyjna lektura.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...