wtorek, 13 czerwca 2017

Polak sprzeda zmysły, Konrad Oprzędek- recenzja #317

Z drobnych ogłoszeń prasowych w 1964 roku Krzysztof Kąkolewski w książce "Trzy złote za słowo" odczytał historie Polaków. Ponad pół wieku później z jego pomysłu postanowił skorzystać Konrad Oprzędek. Zbiór reportaży "Polak sprzeda zmysły" to nie tylko historie o tym jakie ogłoszenia Polacy zamieszczają obecnie, to spojrzenie w głąb duszy Polaka i próba odpowiedzi na pytanie, jacy jesteśmy?

Szukam mężczyzny, który mnie zapłodni, pisze w ogłoszeniu Katarzyna, poszukująca w internecie dawcy spermy. Justyna od dwóch prowadzi wirtualny kramik z używaną bielizną i "jej intymny zapach roznosi się po Polsce." Patrycja handluje złotym deszczykiem, ale zamiast niego dostarcza klientom rozcieńczoną herbatę. Ewa, szuka znajomych sprzed lat, Anna pracy. W sieci można sprzedać pralkę, lodówkę, wieżę,  nerkę, lekarstwo na nudę. Wszystko, by choć przez chwilę poczuć się szczęśliwym.

W internecie można znaleźć praktycznie wszystko, lecz najtrudniej odnaleźć tam szczęście. A właśnie szczęścia najczęściej poszukują rozmówcy Konrada Oprzędka. Same ogłoszenia są tylko pretekstem. Sposobem na rozwiązanie bieżących problemów, szansą by poczuć się lepszym, bogatszym, mniej samotnym.

Bohaterami historii z "Polak sprzeda zmysły" są w większości ludzie młodzi, pokolenie trzydziestolatków, których martwi brak stałej pracy, zatrudnienia na umowach śmieciowych, brak stabilizacji, brak perspektyw. Nie ułatwia im zadania państwo, które zamiast pozwolić swoim obywatelom godnie żyć, spełniać ich marzenia, nieustannie rzuca pod nogi kłody, potęgując uczucie niepewności.

"Czekam, żeby skończyła się moda na durny indywidualizm, a na top wróciła opiekuńczość. Każdy potrzebuje się o kogoś troszczyć, inaczej nie może być szczęśliwy. Chciałabym, żeby Polska zaopiekowała się mną choćby w minimalnym stopniu, dając mi etat, a ja wtedy urodzę jej małego Polaka i o niego zadbam. Łańcuch troski będzie się w ten sposób powiększał. Czasem jeszcze tak sobie marzę."

Konrad Oprzędek kontaktuje się ze swoimi rozmówcami w sprawie zamieszczonego przez nich ogłoszenia, a udaje mu się wydobyć z nich znacznie więcej. Bohaterowie reportaży opowiadają o swoich tęsknotach, lękach, frustracjach, marzeniach,  samotności, potrzebie bliskości.  Te kilkanaście słów zamieszczonych w ogłoszeniu w jakimś sensie ma być remedium na nasze problemy i przygnębiającą codzienność. 

"Szczęście to jest chyba takie coś, co nigdy nie przychodzi."

"Polak sprzeda zmysły" to portret współczesnej Polski i Polaków, niestety bardzo przygnębiający obraz. To kraj bylejakości, w którym by móc normalnie żyć ludzie muszą wykazać się kreatywnością, sprzedając używaną bieliznę, a by spełnić marzenie o wyjeździe za granicę gotowi są sprzedać nerkę. To Polska czasem śmieszna, znacznie częściej niepokojąca, pełna sekretów, ukrywanych nawet przed najbliższymi, strachów, niespełnionych marzeń. Tylko szczęścia brak.

Polak sprzeda zmysły, Konrad Oprzędek, Wydawnictwo Dowody na istnienie,  2016, ss. 150

4 komentarze:

  1. Hm...raczej to nie książka dla mnie. Już i tak mam krzywy obraz ojczyzny, więc nie widzę sensu by go jeszcze bardziej nasilać.

    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja teraz nie mogę spać i też szufluję po necie. Tak mi się skojarzyło z tym szukaniem szczęścia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Denerwuje mnie ten ostatni trend w literaturze faktu (bo w pięknej obecny jest on już od dawna) polegający na opisywaniu kolejnych patologii, małomiasteczkowości, szarej polskiej rzeczywistości do kwadratu itd. A już najgorzej, gdy autor/wydawnictwo usiłuje sprzedać te wszystkie wynaturzenia jako obraz całego kraju. Irytujące, męczące, dalekie od prawdy. Czyli książka nie dla mnie.

    Pozdrawiam,
    Między sklejonymi kartkami

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...