"Niehalo" to bardzo trafiony tytuł dla debiutanckiej powieści Ignacego Karpowicza. Moje pierwsze wrażenie podczas lektury to konsternacja, bo powieść jest niespójna, nielogiczna i bardzo niehalo. Jak tylko wszystkie puzzle wskoczyły na swoje swoje miejsce, uważam, że "Niehalo", tak inna niż czytane przeze mnie "Sońka" i "Gesty" stanowi doskonałą intelektualną rozrywkę i jest jak najbardziej "halo".
Powieść zaczyna się bardzo zwyczajnie, normalne poranki w przeciętnej polskiej rodzinie klasy średniej, gdzie z uśmiechem przyglądamy się "rodzinnej sielance" tytułowego bohatera Maćka. Maciek mieszkający w Białymstoku, dwudziestoczteroletni student polonistyki, pisze pracę magisterską. Ma pretensje o wszystko, do wszystkich, począwszy od rodziny, przez swoją promotorkę, znajomych, kończąc w zasadzie na całym społeczeństwie. Nienawidzi swojego miasta, swojej pracy, nie układa mu się nawet z dziewczyną. Czy to z Maćkiem jest coś "niehalo", czy może zresztą świata. Oczywiście sfrustrowany bohater winę zrzuca na otoczenie.
Kiedy wychodzi do sklepu po mleko, nie podejrzewa, że ten zwyczajny dzień okaże się jednym z najdziwniejszych w jego życiu.