wtorek, 11 kwietnia 2017

Król, Szczepan Twardoch- recenzja #293

Warszawa, lata trzydzieste XX wieku. Burzliwy okres tuż przed wybuchem wojny, w którym w siłę rośnie ONR oraz inne radykalne organizacje, szerzy się propaganda antysemicka, na uniwersytetach wprowadza się numerus clausus, i coraz częściej pojawiają się głosy o wyrzuceniu z Polski Żydów. 
Właśnie w takiej wielokulturowej, podzielonej i targanej konfliktami  rzeczywistości umieścił akcję swojej ostatniej powieści "Król" Szczepan Twardoch.

"Mojego ojca zabił wysoki, przystojny Żyd o szerokich ramionach i zgarbionych plecach machabejskiego boksera." opowiada narrator Mojżesz Bernsztajn, który jest świadkiem gdy ciało jego ojca zostaje poćwiartowane "jak ciało kogota na kaparot" przez przystojnego Żyda, którym jest Jakub Szapiro, zawodnik klubu sportowego Makabi, który przybywa do domu Mojżesza,w imieniu warszawskiego gangstera Jakuba Kaplicy, po zaległy haracz.

W świecie przestawionym przez Szczepana Twardocha rządzą pięści, rządzi siła, zarówna ta fizyczna jak i polityczna. Oglądamy Warszawą naznaczona przez zło, pełnej mordobicia, gwałtów, rozbojów, strzelanin. W bohaterach powieści trudno dostrzec choć trochę dobra, nawet jeśli pojawi się niewielka iskra, zostaje szybko i skutecznie stłumiona przez rzeczywistość w której przyszło im żyć. Zło głęboko tkwi w Jakubie Szapiro, który uważa, że przemoc potrafi rozwiązać każdy konflikt, w polskim gangsterze Kumie Kaplicy, czy Pantaleonie Karpińskim, który walczy z potworem w swojej głowie i ciele. Każda z przedstawionych w powieści postaci ukształtowana jest przez historię, która ich warunkuje. Każdy z bohaterów na zewnątrz pokazuje swoją siłę, a środku są słabi, pozbawieni marzeń, w jakiś sposób zagubieni i złamani.
Brutalność i zło ukazane przez pisarza przygnębia, bardziej jednak dołująca jest świadomość, że za chwilę wybuchnie wojna. Za chwilę zło przybierze niewyobrażalne rozmiary i z tej perspektywy gangsterskie porachunki będą tylko miłym wspomnieniem.

Obraz Warszawy przedstawiony przez Twardocha uwodzi. W zasadzie obserwujemy dwie Warszawy, dwa różne światy, podzielone niczym publiczność na walce bokserskiej. Warszawa żydowska, wyizolowana, w jakiś sposób egzotyczna i biedna, obok niej Warszawa polska, lepsza, bogatsza.
II Rzeczpospolita, którą opisuje pisarz w niczym nie przypomina tej wspominanej z nostalgią, znanej z kart historii Polski silnej, wolnej, tolerancyjnej.  Obserwujemy miasto, w którym rasizm i antysemityzm, zatacza coraz szersze kręgi, w którym tworzy się ławkowe getta na uczelniach, gdzie ludzie krzyczą: "Żydzi na Madagaskar". Czytając o ówczesnych trudnych stosunkach polsko- żydowskich, ciężko nie dopatrzeć się analogii do współczesności. Nacjonalizm,  pełen nienawiści język debaty politycznej, Warszawa przedstawiona przez Szczepana Twardocha do złudzenia przypomina Warszawę z XXI wieku.

Zachwyty zachwytami, jednak "Król" w mojej opinii nie jest powieścią idealną. W czasie lektury ostatniej powieści Szczepana Twardocha towarzyszyło mi nieustanne uczucie déjà vu, wrażenie, że to już było, że już to kiedyś czytałam. "Król" ukryty jest w cieniu "Dracha".  Tematycznie i stylistycznie "Król" ma w sobie wszystkie te elementy, które oczarowały mnie w "Drachu", czar w "Królu" wciąż się utrzymuje, pozostawia po sobie jednak posmak  wtórności. 


W przypadku "Króla" podobnie jak w "Drachu" mamy do czynienia z licznymi powtórzeniami, zaklęciami, rzucanymi co jakiś czas przez narratora, którzy powtarza, że jest stary i już nie pamięta. Ten rytmiczny styl niewątpliwie ma w sobie coś melodyjnego, uwodzącego i wciągającego. 
Szczepan Twardoch niezmiennie, również w "Królu" ujawnia swoją skłonność do fetyszyzowania przedmiotów. Precyzyjne nazewnictwo, szczegółowe opisy broni, czy zegarków. Autor każdy opisywany przez siebie element materii wnikliwie ogląda, bada fakturę, wącha, smakuje, przekazując czytelnikowi wszystkie detale. Podobnie jak przedmioty Twardoch opisuje walki bokserskie, tu unik, tam obrót, hak, garda, rotacja, markowanie ciosów, czytelnik czuje się tak jakby on sam brał udział w walce. 
Mamy do czynienia w "Królu" z metafizycznym stworem, obserwatorem, unoszącym się nad Warszawą niczym drach w "Drachu", wielorybem Litani, który wszystko widzi, wszystko wie, przypominając, że los człowieka jest niczym. 

Styl,  perfekcyjny język, dosadne i mocne opisy rzeczywistości uwodzą, ale i tak czuję niedosyt. Z jednej strony Twardoch idzie utartym szlakiem, czarując trudnym językiem, melodyjnością, rytmicznymi frazami, ale jest w tym wtórność, a ja chciałabym,  przeczytać innego Twardocha, zobaczyć, że rozwija się, podąża inną ścieżką, zaskakuje, tutaj tego zdecydowanie zabrakło.

"Król" nie jest powieścią idealną, ale zdecydowanie wartą przeczytania. Zachwycająca formą, językiem i treścią opowieść o brutalnej i pełnej nienawiści Warszawie, która dla wielu stała się miejscem nie do życia, historia o utraconych nadziejach, nienawiści i poszukiwaniu siebie. I mimo, że Szczepan Twardoch nie zaskakuje, serwując kolejny wariant "Dracha" warto zanurzyć się w warszawskim brudzie, podłości i brutalności gangsterskich porachunków.

Król, Szczepan Twardoch, Wydawnictwo Literackie 2016, ss. 432

16 komentarzy:

  1. Obawiam się, że jednak moją przygodę z twórczością Twardocha zacznę od innego tytułu. Bo wciąż jego dzieła przede mną! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak trochę przewrotnie, w przypadku rozpoczęcia przygody z Twardochem polecę Ci właśnie "Króla". Moim zdaniem językowo i fabularnie jest najbardziej przyjazny. A jeśli spodoba Ci się oryginalny styl pisarza wówczas sięgaj po Dracha czy Morfinę.

      Usuń
  2. Jakiś czas temu zachwycił mnie "Drach". :-) Twardoch ma dar przejrzystego komponowania powieści i odwagę, żeby demitologizować miniony świat. Dużo trudniejsza była dla mnie lektura "Morfiny", choć to znakomita proza. "Król" też jest na mojej liście, zwłaszcza że dwudziestolecie międzywojenne kojarzy się powszechnie z radosną egzaltacją w stylu Skamandra, z nostalgicznym wzdychaniem do starego kina, fotografii i widokówek, i mało kto pisze o jego ciemnej stronie. Na pewno przeczytam. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mną chodzi "Wieczny Grunwald", "Drach" dał mi na początku popalić, ale powieść jest przepiękna. "Król" pisany utrzymany w podobnym stylu jak 'Drach", mi trochę przeszkadzała ta wtórność o której pisałam, ale i tak jest to bardzo dobra lektura.

      Usuń
  3. Aj, nie czytałam jeszcze żadnej książki autora. Ta mnie na razie nie ciągnie, tzn. ciągnie, ale nie tak, żebym musiała już i teraz wszystko rzucić i dać się porwać... Na półce czeka "Morfina", więc zacznę od niej, potem "się zobaczy" :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak "łykniesz" Morfinę, to wtedy przekonasz się, czy styl Twardocha Ci odpowiada, a potem tek jak napisałaś, zobaczysz, czy go pokochasz, czy nie :)

      Usuń
  4. Nie czytałam "Dracha" więc i nie mam porównania. Mój brat zachwyca się nad "Królem" więc domyślam się, że ta pozycja naprawdę jest wartościowa. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój brat zachwyca się jak najbardziej słusznie, mam nadzieję, że wkrótce sama będziesz mogła się przekonać.

      Usuń
  5. Czytałam wiele pochlebnych opinii na temat autora. Może spróbuje którąś z nich przeczytać. Z tego co piszesz wynika, że warto.

    Pozdrawiam
    www.zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, warto. Myślę, że się nie zawiedziesz.

      Usuń
  6. Proza Twardocha ma w sobie cos magnetycznego . Do tej pory przeczytałam wszystkie pozycje autora i nie zgadzam sie ze stwierdzeniem , ze autor trzyma sie uparcie schematu i nie wykracza poza pewne ramy . " Drach " mnie wciągnął , "Król " zaskoczył a "Morfina" jest jedna z moich ulubionych pozycji . Ale piękna recenzja bardzo wnikliwa . Dodaje do obserwowanych blogów i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, przyciąga niesamowicie, i mimo tego, że styl Twardocha uwielbiam, z tymi "fetyszyzmami" na punkcie przedmiotów, rytmiczną narrację Morfinę, Dracha czy kaszalota, którzy wszystko widzą i wiedzą, trochę mi to przeszkadzało. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Książki Twardocha czytam, mimo że zazwyczaj opowiadają o realiach, o których czytać nie lubię. Sama się sobie dziwiłam, kiedy z wypiekami na twarzy czytałam wspomnienia z okopów w "Drachu". Po "Króla" też z pewnością sięgnę, bo choć ma swoje wady, wydaje się być powieścią na wysokim poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyną wadę jest tylko/ a może aż językowo- stylistyczne podobieństwo. Więc jeśli lubisz język Twardocha może się okazać, że będzie Ci się podobało, a tylko ja marudzę :)

      Usuń
  8. Dużo słyszałam o autorze, mam w planach "Morfinę", choć nie jest to mój czytelniczy priorytet. Nie ukrywam, że obraz Warszawy z "Króla" jest trochę przerażający, ale jeśli "Morfina" mi się spodoba, to chętnie przeczytam i tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podczas lektory Króla, również odczułem wrażenie wtórności i swego rodzaju déjà vu, jednak nie przeszkodziło to w jak najbardziej pozytywnym odbiorze tej książki. Mimo że w moim "twardochowym rankingu" Król zajmuje miejsce za Drachem i Morfiną, to muszę przyznać, że i on zrobił na mnie spore wrażenie. Styl, stylistyka i cała specyficzność tego autora po prostu tak bardzo do mnie trafiają, że nie potrafię się nie zachwycać jego książkami :).
    PS Nie zwróciłem wcześniej uwagi na to fetyszyzowanie przedmiotów, o którym mówisz, jednak jak się teraz zastanowić, to faktycznie, masz rację :D.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...