Gdy po 18 latach pracy jako dziennikarz "The Washington Post" Frank Aherns wraz z żoną w 2010 roku przeprowadził się do Seulu, stolicy Korei Południowej, niewiele wiedział o tym kraju. "Niewiele więcej niż przeciętny Amerykanin: że to najbardziej skomputeryzowany kraj na Ziemi, że tutejsze dzieci osiągają niebywałe wyniki w nauce - i że jada się tu kimchi. Żyjąc w otoczeniu płaskoekranowych telewizorów LG, smartfonów Samsung oraz samochodów Hyundai i Kia, większość Amerykanów kojarzy Koreę z renomowanymi markami towarów konsumpcyjnych oraz być może również ze zbrodniczą dynastią Kimów z Północy, której regularne wyskoki oscylują pomiędzy śmiertelnym zagrożeniem a farsą."
Jak się szybko okazało jego wyobrażenia dalekie były od rzeczywistości. Korea, to "kraina Prawie, ale Niezupełnie" Na pierwszy rzut oka, w oczach przybyszów z Zachodu wygląda bardzo znajomo. "Kiedy jednak się w niej zanurzysz, przekonasz się, że wszystko jest trochę... nie tak."
