W języku żydowskim słowo stramer oznacza człowieka silnego. I na pierwszy rzut oka, ojciec rodziny Stramerów, jeden z bohaterów powieści Mikołaja Łozińskiego, mieszkającej przy ulicy Goldhammera w Tarnowie, sprawia wrażenie ogromnego pechowca.
Na początku XX wieku wyjechał do Stanów Zjednoczonych gdzie przez cztery lata myślał o Rywce, dla której wrócił ze Stanów bez pieniędzy, za to z garścią amerykańskich powiedzonek i skórzanym pasem, który pomagał mu w "wychowaniu" szóstki dzieci, których doczekali się razem z Rywką.
Ma głowę pełną pomysłów, ale nie ma szczęścia do interesów i do "kataru żołądka", tajemniczej choroby, na którą zapada, za każdym razem, gdy w jego życiu coś nie układa się po jego myśli.