Choć okładka "Wyspy" Żanny Słoniowskiej kusi czytelników "zaskakującym literackim love story" nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że jest to opowieść o miłości. To nie miłość wysuwa się na pierwszy plan, a samotność oraz nasz nieustanny pościg za tym co nieosiągalne i nieuchwytne.
Dawid jest cenionym pisarzem, ojcem, mężem. Dla obserwatora z zewnątrz wydaje się być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. On sam ma poczucie, że żyje w stagnacji, jego małżeństwo się wypaliło, a praca nad jego kolejną książką utknęła w martwym punkcie. W poszukiwaniu natchnienia do nowej powieści wyjeżdża do położonego na odległej wyspie Domu Literatury. Wyprawa ta, z dala od żony i dziecka ma pomóc mu wyostrzyć zmysły i zachęcić do tworzenia. Na wyspie- samotni odnajduje nie tylko wenę. Dawid poznaje tam starszą od siebie Muriel, na punkcie której mężczyznę ogarnia obsesja.