Być może trochę przesadzam, ale czasem mam wrażenie, że większość współczesnych japońskich pisarzy pracuje trochę w cieniu Haruki Murakamiego, szczególnie ci, którzy w swojej twórczości zacierają granicę między tym co rzeczywiste, a fantastyczne. Zaczynając lekturę "Grobowej ciszy, żałobnego zgiełku" Yōko Ogawy, już w pierwszym opowiadaniu o kobiecie, która wchodzi do cukierni, aby kupić truskawkowe ciasto dla dziecka, które zmarło kilka lat wcześniej, wyczuwalny jest duch Murakamiego. Podobnie w opowiadaniu "Stara J.", w którym gospodyni narratora w swoim ogrodzie hoduje marchewki w kształcie ludzkich dłoni. Jednak z każdą kolejną przeczytaną historią zmieniałam zdanie. Yōko Ogawa podąża swoją własną ścieżką, tworząc własny, hipnotyzujący i makabryczny wszechświat.
