Przeczytałam kiedyś (niestety
nie pamiętam już gdzie), że prozy Petra Šabacha nie da się czytać w ciszy. To prawda, lekturze jego książek zawsze towarzyszą mi wybuchy szczerego i
głośnego śmiechu. Nie inaczej było w
przypadku "Babć", zabawnej ciepłej, ale też wprawiającej w zadumę
i refleksję na temat życia i historii opowieści.
"Babcie" to historia Matěja, urodzonego w tym
samym roku co autor powieści, którego
egzystencja "pełna jest męczących poniedziałków i niedorzecznych
wtorków". Dorasta w swoich różowych kaloszkach wyjątkowej rodzinie. W otoczeniu dziwacznego, hodujących pomidory w kształcie czerwonej gwiazdy wujka,
nadużywającej szminek ciotki, sąsiadki mieszającej sałatkę ziemniaczaną w
wannie, wzbudzających trwogę nauczycielki niemieckiego, trenera boksu i uroczej
Alenki, z którą chciałby się kiedyś ożenić. Matěj z pewnością popadłby w obłęd gdyby nie dwie wspaniałe, stojące przy nim
zawsze babcie.


